Wyobraź sobie, że prowadzisz kampanię Google Ads, płacisz za każde kliknięcie, a na koniec miesiąca nie wiesz, ile z tych kliknięć zamieniło się w telefon albo zapytanie. Brzmi absurdalnie? Tymczasem tak wygląda sytuacja na mniej więcej 8 na 10 kont, które audytujemy. Konwersji albo nie ma wcale, albo są wdrożone tak, że mierzą nie to, co trzeba.
Problem jest podwójny. Bez konwersji Ty nie wiesz, czy kampania działa, a algorytm Google nie wie, pod co ma ją optymalizować. Kampania kręci się więc w ciemno, a budżet znika na kliknięcia, które niczego nie przynoszą.
W filmie powyżej krok po kroku wdrażamy konwersje przez Google Tag Managera. W tym artykule wyjaśniamy, co właściwie mierzyć, jak to działa i na jakich pułapkach najczęściej potykają się firmy, które robią to samodzielnie.
Co mierzyć w firmie usługowej
Konwersja to działanie, którego oczekujesz od użytkownika. W sklepie internetowym będzie to zakup, ale w firmie usługowej liczą się przede wszystkim sygnały kontaktu:
- wysłanie formularza kontaktowego,
- kliknięcie w numer telefonu albo jego skopiowanie,
- kliknięcie w adres e-mail albo jego skopiowanie,
- wejście na zakładkę „Kontakt”.
Nie wszystkie są równie ważne. Wysłany formularz to konkretne zapytanie, a wejście na zakładkę kontaktową to tylko sygnał zainteresowania. Dlatego w Google Ads każdą konwersję oznaczasz jako główną (wpływa na optymalizację kampanii) albo dodatkową (jest tylko raportowana). Algorytm powinien uczyć się na tych działaniach, które naprawdę oznaczają klienta.
Jak to działa, bez technicznego żargonu
Google Tag Manager to narzędzie, które przekazuje informacje ze strony do Google Ads, Google Analytics 4 czy piksela Facebooka. Działa na trzech prostych elementach:
- wyzwalacz mówi, kiedy coś się wydarzyło, np. „ktoś kliknął w numer telefonu”,
- tag wysyła tę informację tam, gdzie trzeba, np. do Google Ads,
- zmienne to stałe dane, takie jak identyfikator Twojego konta, które wpisujesz raz, a korzystają z nich wszystkie tagi.
Na start potrzebujesz konta w Tag Managerze i kodu zainstalowanego na stronie. Na WordPressie zajmuje to kilka minut dzięki wtyczce GTM4WP, a na innych systemach wystarczy przesłać kod osobie, która robiła stronę. Żeby nie budować wszystkiego od zera, przygotowaliśmy też gotowy kontener z tagami i wyzwalaczami, który możesz pobrać za darmo: [LINK DO SZABLONU].
5 pułapek, na które uważać
Samo wdrożenie nie jest trudne, ale kilka drobiazgów potrafi sprawić, że konwersje po cichu przestaną działać albo zaczną mierzyć nie to, co trzeba.
1. Różne formaty numeru telefonu. Tag Manager rozróżnia spacje i myślniki. Jeśli na jednej podstronie piszesz numer „123 456 789”, a na innej „123-456-789”, wyzwalacz zadziała tylko w jednym miejscu. Ujednolić format numeru na całej stronie.
2. Skopiowany wyzwalacz bez tagu. Jeśli dodajesz drugi adres e-mail, np. z innej domeny, i kopiujesz do niego wyzwalacz, nowy wyzwalacz nie jest przypięty do żadnego tagu. Trzeba go ręcznie dodać do tagów, które korzystały z oryginału, bo inaczej nic nie zostanie wysłane.
3. „Zastąp” zamiast „Scal”. Przy imporcie gotowego kontenera na konto, które już ma swoje tagi, opcja „Zastąp” usunie wszystko, co tam było. Bezpieczniej wybrać „Scal” i zmianę nazw sprzecznych elementów.
4. Liczenie każdego zapytania osobno. W firmie usługowej siedem formularzy od tej samej osoby to wciąż jeden potencjalny klient. Dlatego przy tworzeniu konwersji w Google Ads ustaw liczbę konwersji na „Jedna”. Wykluczysz też sytuacje, w których ktoś wysyła formularz kilka razy, bo myśli, że nie zadziałał.
5. Brak publikacji i testu. Zmiany w Tag Managerze nie działają, dopóki ich nie opublikujesz. A po publikacji warto sprawdzić w trybie podglądu, czy tagi faktycznie się uruchamiają. To kilka minut, które oszczędzą Ci miesięcy optymalizowania kampanii na złych danych.
Jak sprawdzić, czy wszystko działa
Włącz tryb podglądu w Tag Managerze, wejdź na zakładkę „Kontakt” i wyślij testowy formularz. Jeśli w podglądzie widzisz, że uruchomiły się odpowiednie tagi, połowa sukcesu za Tobą. Drugą połowę potwierdzisz w Google Ads: status konwersji powinien po chwili zmienić się z „Nieaktywna” na „Brak ostatnich konwersji”. To znak, że Google odebrał sygnał i kampania może się na nim uczyć.
Na start to wystarczy
Opisana konfiguracja to uniwersalna wersja tego, co najczęściej wdrażamy na kontach klientów, i na początek w zupełności wystarczy. W agencji zawsze dopasowujemy ją jeszcze do konkretnej strony i biznesu, bo każdy ma trochę inną ścieżkę klienta i inne działania, które warto mierzyć.
Jeśli chcesz mieć pewność, że Twoje kampanie i konwersje są ustawione poprawnie, umów się na bezpłatną konsultację na artyscireklamy.pl.